(Samantha)
- Szynka czy ser? – Max zapytał znad lodówki.
- Szynka. – odpowiedziałam nalewając herbatę.
- A ja chcę z serem! – krzyknął Conor nakrywając stół na
śniadanie.
Zaparzoną herbatę zaniosłam na stół, a zaraz za mną Max
niósł talerz z kanapkami. Usiedliśmy i zaczęliśmy się zajadać śniadaniem.
Już najedzeni posprzątaliśmy, a ja i Max usiedliśmy na
kanapie.
- Wyśmienite kanapki. – powiedziałam i delikatnie go
pocałowałam.
- To moje popisowe danie. – odparł uśmiechnięty. – Masz
jakieś plany na dziś?
- Planowałam wpaść do Patty i Nathalie, ale wieczorem
będę wolna.
- Może wpadniesz do nas? Chłopacy za tobą tęsknią.
- A co oni tacy wrażliwi? Nie mają kogo denerwować?
- Jak widać nie.
Max nachylił się w moją stronę i delikatnie złączył nasze
usta.
- Nie seksie się na kanapie! Inni ludzie też z niej
korzystają! – nasz pocałunek przerwał jęk mojego wrednego braciszka.
- Zobaczymy co ty będziesz robił jak sobie dziewczynę
znajdziesz. – odpowiedział mu Max.
- Ja nawet nie chce o tym myśleć. – stwierdziłam i wstałam
z kanapy. – Idę do Patty, odprowadzisz mnie? – słodko zapytałam mojego
chłopaka.
- Jasne. – szybko wstał, podszedł do mnie i chwytając
mnie przerzucił mnie przez ramię.
- Co ty wyprawiasz debilu? Masz mnie odprowadzić, a nie
zanieść! – krzyczałam bijąc go po plecach.
- Nie mogę pozwolić żeby moja księżniczka się
przemęczała.
- Nie. Mów. Na. Mnie. Księżniczka! – wysyczałam
wierzgając nogami.
- Ale ty jesteś dzika! – zaśmiał się.
- Nie dzika, tylko wkurzona, na chłopaka muflona!
- Znalazła się poetka. – stwierdził kiedy wyszliśmy z
domu.
- A to niby ty piosenki piszesz.
- Jeszcze żadnej piosenki o muflonach nie napisałem.
- A szkoda.
Max szedł jakby nigdy nic chodnikiem przez moje osiedle
cały czas trzymając mnie na swoim ranieniu. Sąsiedzi pewnie mają ze mnie niezły
ubaw, nie ma co!
Kilka minut później dotarliśmy do domu sióstr Blake. Max
w końcu mnie postawił, a ja stanęłam przed nim z założonymi rękami strzelając
focha.
- Jesteś na mnie zła? – zapytał jakby nic się nie stało.
- Jak cholera.
- Nie bądź taka.
- Jeśli nie chcesz zostać poważnie uszkodzony lepiej
spadaj do chłopaków.
- A dostane buzi na pożegnanie?
- Idź do Toma, na pewno się ucieszy.
Max jednak nie dał za wygraną i chwytając moją twarz w
dłonie złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Baw się dobrze. – powiedział, gdy skończyliśmy miziać
się na środku ulicy, a ja szybko udałam się do domu Patty.
*
Po kilku godzinach spędzonych u Patty i Nath musiałam
wracać do domu. A raczej do domu chłopaków z The Wanted. Pożegnałam się z przyjaciółkami
o ruszyłam najkrótszą drogą, czyli przez park.
Patty uważała, że park nocą wygląda strasznie, jednak dla
mnie jest on bardziej tajemniczy niż straszny.
Mijałam właśnie mała fontannę pośrodku parku, gdy
ujrzałam przed sobą jakiś ruch. Ktoś zbliżał się do mnie, ale w ciemności nie
byłam w stanie zobaczyć twarzy. Od razu pomyślałam, że to Max, bo przed
wyjściem napisałam mu, że idę przez park. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam w
jego stronę.
- Witaj piękna.
Gdy tylko usłyszałam ten głos uśmiech znikł z mojej
twarzy i gwałtownie się zatrzymałam. Chłopak podszedł do mnie i mogłam ujrzeć
jego twarz, choć wiedziałam już, kim był.
Adam.
Mój były, toksyczny chłopak, który potraktował mnie jak
śmiecia. To przez niego nie wychodziłam przez kilkanaście dni z pokoju, myśląc,
że to moja wina.
Te całe cierpienie i ból znowu do mnie powróciło.
- Czego chcesz? – zdołałam z siebie wydusić.
- Spokojnie, chce tylko pogadać.
- Niby o czym? – odparłam, wlewając w każde słowo jak
najwięcej jadu.
- O nas.
Zaśmiałam się.
- „Nas”? Nie ma żadnych „nas”.
- Ale mogło być. Nadal cię kocham Sammy. Możesz mi
zaufać; dać drugą szansę.
- Kochasz mnie? Ty w ogóle nie wiesz co to znaczy kochać,
a co dopiero zaufać.
- Sammy… - Adam zaczął się do mnie zbliżać.
- Nie nazywaj mnie tak!
Łzy spłynęły po moich policzkach, a Adam nie przestał się
do mnie zbliżać.
Będąc w szoku, nie zdążyłam się odsunąć, a Adam złapał
moją twarz w swoje dłonie, przyciągnął mnie i pocałował.
(Max)
Po tym jak otrzymałem sms od Sam, że idzie do nas przed park,
postanowiłem po nią wyjść.
Szedłem przez ciemny park oświetlony kilkoma uliczkami
wypatrując mojej dziewczyny.
Udało mi się ją znaleźć kilka minut później, rozmawiającą
z jakimś chłopakiem. Już miałem do nich podejść, gdy zaczęli się do siebie
zbliżać aż się pocałowali.
Stałem przez chwilę w miejscu, zbyt zszokowany by zrobić
cokolwiek.
W końcu otrząsnąłem się i odwracając się pobiegłem przed
siebie.
(Samantha)
Gdy tylko poczułam usta Adama na moich na początku
skamieniałam, a potem poczułam obrzydzenie. Próbowałam mu się wyrwać, ale
złapał mnie za ręce tak mocno, że czułam jak pod uściskiem moje ręce robiły się
sine.
Nie ulegałam i szarpałam się tak mocno, aż udało mi się
trafić kolanem w jego „interes” i gdy
tylko mnie puścił uciekłam.
Biegłam prze siebie najszybciej jak mogłam. Nie patrzyłam
nawet gdzie zmierzałam. Z moich oczu polały
się łzy. Chciałam się znaleźć jak najdalej od Adama.
Pragnęłam by był to tylko sen, że tak naprawdę śpię w
ramionach Maxa śniąc koszmar, a mój chłopak miał mnie przytulić i powiedzieć,
że to nie było prawdziwe, że wszystko jest w porządku i czuwa przy mnie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
NARESZCIE! Wzięłam się i napisałam :)
Mam nadzieję Angela, że się cieszysz :D To dla Ciebie <3