niedziela, 6 lipca 2014

19. He Gave You Up And Then He Let You Down...

(Samantha)


- Szynka czy ser? – Max zapytał znad lodówki.
- Szynka. – odpowiedziałam nalewając herbatę.
- A ja chcę z serem! – krzyknął Conor nakrywając stół na śniadanie.
Zaparzoną herbatę zaniosłam na stół, a zaraz za mną Max niósł talerz z kanapkami. Usiedliśmy i zaczęliśmy się zajadać śniadaniem.
Już najedzeni posprzątaliśmy, a ja i Max usiedliśmy na kanapie.
- Wyśmienite kanapki. – powiedziałam i delikatnie go pocałowałam.
- To moje popisowe danie. – odparł uśmiechnięty. – Masz jakieś plany na dziś?
- Planowałam wpaść do Patty i Nathalie, ale wieczorem będę wolna.
- Może wpadniesz do nas? Chłopacy za tobą tęsknią.
- A co oni tacy wrażliwi? Nie mają kogo denerwować?
- Jak widać nie.
Max nachylił się w moją stronę i delikatnie złączył nasze usta.
- Nie seksie się na kanapie! Inni ludzie też z niej korzystają! – nasz pocałunek przerwał jęk mojego wrednego braciszka.
- Zobaczymy co ty będziesz robił jak sobie dziewczynę znajdziesz. – odpowiedział mu Max.
- Ja nawet nie chce o tym myśleć. – stwierdziłam i wstałam z kanapy. – Idę do Patty, odprowadzisz mnie? – słodko zapytałam mojego chłopaka.
- Jasne. – szybko wstał, podszedł do mnie i chwytając mnie przerzucił mnie przez ramię.
- Co ty wyprawiasz debilu? Masz mnie odprowadzić, a nie zanieść! – krzyczałam bijąc go po plecach.
- Nie mogę pozwolić żeby moja księżniczka się przemęczała.
- Nie. Mów. Na. Mnie. Księżniczka! – wysyczałam wierzgając nogami.
- Ale ty jesteś dzika! – zaśmiał się.
- Nie dzika, tylko wkurzona, na chłopaka muflona!
- Znalazła się poetka. – stwierdził kiedy wyszliśmy z domu.
- A to niby ty piosenki piszesz.
- Jeszcze żadnej piosenki o muflonach nie napisałem.
-  A szkoda.
Max szedł jakby nigdy nic chodnikiem przez moje osiedle cały czas trzymając mnie na swoim ranieniu. Sąsiedzi pewnie mają ze mnie niezły ubaw, nie ma co!
Kilka minut później dotarliśmy do domu sióstr Blake. Max w końcu mnie postawił, a ja stanęłam przed nim z założonymi rękami strzelając focha.
- Jesteś na mnie zła? – zapytał jakby nic się nie stało.
- Jak cholera.
- Nie bądź taka.
- Jeśli nie chcesz zostać poważnie uszkodzony lepiej spadaj do chłopaków.
- A dostane buzi na pożegnanie?
- Idź do Toma, na pewno się ucieszy.
Max jednak nie dał za wygraną i chwytając moją twarz w dłonie złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Baw się dobrze. – powiedział, gdy skończyliśmy miziać się na środku ulicy, a ja szybko udałam się do domu Patty.


*


Po kilku godzinach spędzonych u Patty i Nath musiałam wracać do domu. A raczej do domu chłopaków z The Wanted. Pożegnałam się z przyjaciółkami o ruszyłam najkrótszą drogą, czyli przez park.
Patty uważała, że park nocą wygląda strasznie, jednak dla mnie jest on bardziej tajemniczy niż straszny.
Mijałam właśnie mała fontannę pośrodku parku, gdy ujrzałam przed sobą jakiś ruch. Ktoś zbliżał się do mnie, ale w ciemności nie byłam w stanie zobaczyć twarzy. Od razu pomyślałam, że to Max, bo przed wyjściem napisałam mu, że idę przez park. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam w jego stronę.
- Witaj piękna.
Gdy tylko usłyszałam ten głos uśmiech znikł z mojej twarzy i gwałtownie się zatrzymałam. Chłopak podszedł do mnie i mogłam ujrzeć jego twarz, choć wiedziałam już, kim był.
Adam.
Mój były, toksyczny chłopak, który potraktował mnie jak śmiecia. To przez niego nie wychodziłam przez kilkanaście dni z pokoju, myśląc, że to moja wina.
Te całe cierpienie i ból znowu do mnie powróciło.
- Czego chcesz? – zdołałam z siebie wydusić.
- Spokojnie, chce tylko pogadać.
- Niby o czym? – odparłam, wlewając w każde słowo jak najwięcej jadu.
- O nas.
Zaśmiałam się.
- „Nas”? Nie ma żadnych „nas”.
- Ale mogło być. Nadal cię kocham Sammy. Możesz mi zaufać; dać drugą szansę.
- Kochasz mnie? Ty w ogóle nie wiesz co to znaczy kochać, a co dopiero zaufać.
- Sammy… - Adam zaczął się do mnie zbliżać.
- Nie nazywaj mnie tak!
Łzy spłynęły po moich policzkach, a Adam nie przestał się do mnie zbliżać.
Będąc w szoku, nie zdążyłam się odsunąć, a Adam złapał moją twarz w swoje dłonie, przyciągnął mnie i pocałował.


(Max)

Po tym jak otrzymałem sms od Sam, że idzie do nas przed park, postanowiłem po nią wyjść.
Szedłem przez ciemny park oświetlony kilkoma uliczkami wypatrując mojej dziewczyny.
Udało mi się ją znaleźć kilka minut później, rozmawiającą z jakimś chłopakiem. Już miałem do nich podejść, gdy zaczęli się do siebie zbliżać aż się pocałowali.
Stałem przez chwilę w miejscu, zbyt zszokowany by zrobić cokolwiek.
W końcu otrząsnąłem się i odwracając się pobiegłem przed siebie.


(Samantha)


Gdy tylko poczułam usta Adama na moich na początku skamieniałam, a potem poczułam obrzydzenie. Próbowałam mu się wyrwać, ale złapał mnie za ręce tak mocno, że czułam jak pod uściskiem moje ręce robiły się sine.
Nie ulegałam i szarpałam się tak mocno, aż udało mi się trafić kolanem w jego „interes”  i gdy tylko mnie puścił uciekłam.
Biegłam prze siebie najszybciej jak mogłam. Nie patrzyłam nawet gdzie zmierzałam.  Z moich oczu polały się łzy. Chciałam się znaleźć jak najdalej od Adama.
Pragnęłam by był to tylko sen, że tak naprawdę śpię w ramionach Maxa śniąc koszmar, a mój chłopak miał mnie przytulić i powiedzieć, że to nie było prawdziwe, że wszystko jest w porządku i czuwa przy mnie.

---------------------------------------------------------------------------------------------------
NARESZCIE! Wzięłam się i napisałam :)
Mam nadzieję Angela, że się cieszysz :D To dla Ciebie <3